Archiwum dla synth-pop

I’m waiting lonely like a shadow in the night sky

Posted in Gazelle Twin with tags , , , on Styczeń 15, 2012 by pandemon777

GAZELLE TWIN – THE ENTIRE CITY (2011)

 

1. The Entire City

2. Concrete Mother

3. Men Like Gods

4.  I Am Shell I Am Bone

5. Far From Home

6. Changelings

7. Bell Tower

8. When I Was Otherwise

9. Obelisk

10. Nest

11. Fight-Or-Flight

12. View Of A Mountain

13. Untiteled

Elizabeth Walling – kobieta pochodząca z Brighton, UK, która jako dziecko była „wrażliwa, niespokojna i może nieco zbyt refleksyjna”, jest osobą skrywającą się pod pseudonimem Gazelle Twin (chociaż, w miejsce słowa „pseudonim”, mógłbym wstawić określenie „kreacja” – niebywale tajemniczą kreacją dodajmy). Właściwie nie będzie to zbytnią przesadą jeśli powiem, że wszystkie trzy wyżej wspomniane cechy charakteru mają odzwierciedlenie w jej muzyce, która – co tu dużo mówić – jest bardzo dojrzała i niebywale piękna jak na debiut.

Pierwsze skojarzenia, jakie przyszły mi na myśl po przesłuchaniu tegoż albumu to Björk i The Knife, zarówno pod względem wizualnym, wokalnym (tu nawet echa Beth Gibbons z Portishead są słyszalne) jak i muzycznym – całość bazuje głównie na wyrafinowanym, elektronicznym art-popie (co ciekawe, choć album posiada sporą dawkę popowej wrażliwości, to sama Elizabeth nigdy muzyki pop zbytnio nie słuchała), z dodatkiem sporej dozy elementów muzyki plemiennej, od których sama Björk też wcale nie uciekała (najbardziej oczywisty przykład – Human Behaviour). Na The Entire City złożyły się kompozycje bardzo dostojne, momentami wręcz majestatyczne, którym nie można też odmówić uduchowionego charakteru, niemniej jednak nie określiłbym ich mianem „sielankowych”, bowiem pomimo powyższych cech, czuć w niej też odrobinę niepokoju, który wcale nie jest wadą, a wręcz podnosi poziom tajemniczości całego albumu, a nie od dziś wiadomo, że tajemniczość to jedna z najbardziej pociągających rzeczy dla ludzkiego umysłu.

Innym aspektem albumu, który podnosi jego ocenę w moich oczach (czy tam uszach) jest jego bardzo filmowy (tak, to chyba właściwe określenie) charakter, co nie dziwi, gdyż wedle tego co wyczytałem z biografii na oficjalnej stronie Gazelle Twin, Elizabeth Walling pomiędzy 17-tym a 25-tym rokiem życia, chłonęła muzykę chóralną i filmową właśnie.

Ogółem fani wspomnianej już wcześniej Björk, Fever Ray, Beth Gibbons czy Goldfrapp (szczególnie z okresu Felt Mountain) powinni bez zastanowienia sięgnąć po debiutancki krążek Bliźniaczki, ponieważ słychać na nim elementy twórczości, wszystkich wyżej wymienionych artystek, które tworzą eklektyczny kalejdoskop pięknych syntetycznych melodii, delikatnych, czasami poddawanych różnym efektom wokali, nad którym unosi się atmosfera mistycyzmu, czegoś nieuchwytnego i magicznego, kreujący ściężkę dźwiekową do pierwotnego świata Majów, przeniesionego gdzieś o kilka tysięcy lat w przyszłość. Warto będzie wyczekiwać nowości ze strony tej niebanalnej postaci, gdyż, jak sama twierdzi, chce cały czas odkrywać nowe terytoria artystyczne, a to się ceni w zastęchłej rzeczywistości, gdzie powielanie utartych schematów niestety stoi na porządku dziennym.

 PS. Podobno Pani Walling ma też ambitne plany co do koncertów, a biorąc pod uwagę fakt, że sztuką wizualną również się interesuje, to muszę przyznać, że z chęcią bym zobaczył ją na żywo, jeśli tylko zjawi się gdzieś w pobliżu.

%d blogerów lubi to: