Archiwum dla 2007

Battling Go-Go Yubari in Downtown L.A.

Posted in ediT with tags , , , on Styczeń 21, 2012 by kubeusz

 EDIT – CERTIFIED AIR RAID MATERIAL [2007]

1. Questions
2. Battling Go-Go Yubari in Downtown L.A.
3. Artsy Remix (feat. The Grouch)
4. Certified Air Raid Material
5. Night Shift (feat. Abstract Rude)
6. Straight Heat
7. The Sirens
8. Back Up Off the Floor Pt. 2 (feat. The Grouch)
9. Fire Riddim
10. If You Crump Stand Up
11. Crunk de Gaulle (feat. TTC, Busdriver & D-Styles)
12. Parting Shot

W trzy lata po wydaniu debiutanckiego Crying Over Pros For No Reason, ediT wydał swój kolejny materiał zatytułowany Certified Air Raid Material. Jakież było moje zdziwienie, gdy posłuchałem go po raz pierwszy – istny zwrot o 180 stopni a zarazem pozostanie w ramach tej samej stylistyki. Na początku nie mogłem się do tego przekonać, jednak powróciwszy po jakimś czasie do tego albumu, pojąłem jego wielkość. Naprawdę chylę czoła przed panem Edwardem Ma za to, że był w stanie wydać tak bliskie, a zarazem tak dalekie od siebie twórczości i obie na naprawdę wysokim poziomie.

Jak ten album ma się do Crying…? Prosta odpowiedź – nijak. Z nastroju tamtego krążka nie pozostało kompletnie nic, ten album jest dużo bardziej pozytywny i hmm… bardziej imprezowy. Owa imprezowość wynika w sumie z dużej liczny gości zgromadzonych w jednym miejscu. Praktycznie w każdym kawałku można usłyszeć kogoś innego, a klamrą spinającą to wszystko w zgrabną całość jest nie kto inny jak Edward Ma, który odpowiada za warstwę muzyczną albumu. Muszę przyznać, że wybronił się i po raz kolejny udowodnił, że jest bardzo utalentowanym producentem. Doskonale dopasował swoją połamaną i pourywaną stylistykę do hiphopowych rytmów. Należy zaznaczyć, że mimo, iż temu krążkowi dużo bliżej do hh, to ediT tworzy podkłady-połamańce, którym niewiele brakuje do tych znanych z Crying…

Ten album to całkiem ciężki orzech do zgryzienia na początku, szczególnie jak ktoś uwielbia debiut (czyli np. ja), ale po jakimś czasie można się przekonać i czerpać radość ze słuchania Certified Air Raid Material. Jest to na pewno krążek całkiem inny od poprzedniego. Czy to dobrze czy to źle – oceńcie sami. Z jednej strony szkoda, że nie dostaliśmy kolejnego tak emocjonującego krążka jak Crying…, a z drugiej, przeskoczenie tego albumu graniczyłoby z cudem i albo dostalibyśmy krążek absolutnie genialny albo odgrzewanego z innymi przyprawami kotleta. A tak dostaliśmy coś bardzo odmiennego stylistycznie, ale to nadal kawał dobrej muzyki (chociaż osobiście wolę poprzednika 😉 ).

Strange things…

Posted in Nosaj Thing with tags , , on Styczeń 12, 2012 by kubeusz

 NOSAJ THING – VIEWS/OCTOPUS [2007]

1. Heart Entire
2. 3rd Complex
3. DISTRO
4. Aquarium
5. Phase II

Nosaj Thing to naprawdę dziwny dla mnie przypadek. Z jednej strony masa zachwytów a z drugiej moje nie-wiadomo-co-o-tym-myśleć. Pan Jason Chung nie należy do najbardziej płodnych artystów (tylko epka i jeden pełny album w ciągu 5 lat), ale nie o ilość tu chodzi a o jakość. A jak tam z tą jakością na epce Views/Octopus jest? Hmm szczerze powiem że mam trudności z oceną tej muzyki, a to już można wziąć na plus. Na pewno zaletą Views/Octopus jest różnorodność tych piętnastu minut muzyki. Ale jak jest z samą muzyką? odczucia mam mieszane, niby słucha się tego fajnie, widać różne pomysły, z drugiej jednak strony wszystko to brzmi jakby było oderwane od siebie, jakby artysta poszukiwał swojego „muzycznego ja”. Ale jako iż jest to debiutancka epka to wybaczamy. Więc poszczególnych kawałków słucha się całkiem przyjemnie (Heart Entire, Aquarium czy od biedy Phase II) a niektórych nieco mniej (3rd Complex oraz DISTRO). Jednak po przesłuchaniu całości stwierdzam „bez opsrania” po czym…włączam ponownie i znów, tak do dwóch-trzech razy aż włączam coś całkiem innego. Później mam spokój z tym albumem na parę dni, tygodni a nawet miesięcy po czym sytuacja się powtarza. Na pewno jest coś intrygującego w tym, czuć potencjał i pomysły które dopiero się klarują. Sam nie wiem czemu ponownie słucham tej epki skoro mnie ona nie porywa, coś w tym jednak musi być, dlatego sprawdźcie sami, to tylko niecałe 15 minut.

Pełny album (możliwe) pewnie niebawem, jak się z nim lepiej osłucham bo jak wyszedł to ledwo dosłuchałem do końca, zobaczymy jak teraz 😉

Every empire will fall

Posted in Primordial with tags , , , on Styczeń 11, 2012 by kubeusz

 PRIMORDIAL – TO THE NAMELESS DEAD [2007]

1. Empire Falls
2. Gallows Hymn
3. As Rome Burns
4. Failures Burden
5. Heathen Tribes
6. The Rising Tide
7. Traitors Gate
8. No Nation on This Earth

Dużo czasu minęło odkąd posłuchałem ostatni raz tego albumu, gust muzyczny też się zmienił w znacznym stopniu od tamtych dni. Jednak powracając (po latach nawet, paru bo paru ale latach) do tego albumu mogę śmiało stwierdzić – ten album nie zestarzał się ani nie stracił nic w moim prywatnym rankingu. Jest zajebisty tak samo jak wtedy gdy włączyłem go pierwszy raz a może i lepszy.

Ale do rzeczy, Primordial to band pochodzący z Irlandii, szukając tu i ówdzie możemy natknąć się na tagi takie jak black (to chyba początkowy okres) celtic, folk metal, (to dla tych którzy uparcie szufladkują muzykę). Dla mnie to kawał zajebistego, patetycznego i porywającego metalu. Ale nie patetycznego jak Manowar pełen smoków, rycerzy i wojowników stali, nieee, to patos w pokroju Braveheart, pełen dumy, ochoty do walki i w pieprzonych stu procentach poważny. Słuchając tego albumu nierzadko czuję się jak na wojnie, ośmiominutowy Empire Falls sprawia że mam ochotę łapać widły, kose postawioną na sztorc czy pochodnie i grabić, gwałcić i mordować, o tak, to dobry numer na bunt 😉 A im dalej w las tym lepiej, przepiękny, pełen smutku i żalu za straconymi towarzyszami broni Gallows Hymn czy As Rome Burns, podczas którego mam przed oczami bitwę, bitwę która kończy się spaleniem Rzymu a w międzyczasie można doznać smagania biczem po niewolnikach. Wspomnę jeszcze tylko o Traitors Gate – potężnej armii – na czele której stoimy – napierającej na wroga. Istna wojna, krew i pożoga.

To The Nameless Dead to zajebisty soundtrack do potężnych starć, które niekoniecznie muszą się zakończyć naszym zwycięstwem, ale umieramy za ojczyznę, za ziemie naszych przodków, ze śpiewem albo okrzykiem na ustach, z krwią przeciwników na naszym ciele. Kurwa, mogę śmiało stwierdzić że to jeden z najlepszych metalowych albumów jakie słyszałem. Jeśli jeszcze tego nie słuchałeś to nadrabiaj, bo naprawdę kurewsko warto.

%d blogerów lubi to: