Archiwum dla 2003

And we’ll find a way… force fed to the world

Posted in Strapping Young Lad with tags , , , on Luty 26, 2012 by kubeusz

STRAPPING YOUNG LAD – SYL [2003]

1. Dire
2. Consequence
3. Relentless
4. Rape Song
5. Aftermath
6. Devour
7. Last Minute
8. Force Fed
9. Dirt Pride
10. Bring on the Young

Od czasu, kiedy Devin Townsend ze swoją ekipą wydał City, minęło 6 długich lat. Jednak Szalony Kanadyjczyk wcale nie próżnował; przez ten czas wyszły takie wspaniałe albumy, jak: Infinity, Physicist (któremu bardzo blisko do SYL) czy genialna Terria. Co prawda pod szyldem Strapping Young Lad ukazał się album koncertowy oraz epka, ale to nie to, co tygryski lubią najbardziej. Na szczęście, 11 lutego ukazał się nowy album zatytułowany po prostu SYL.

Rape is just cause for murdering 

Powiedzmy sobie szczerze, taki krążek jak City nagrywa się raz w życiu, ale(!) – chwała wszelkim bogom – Devin wiedział o tym i nagrał album inny, ale nadal mieszczący się w ramach stylistyki, jaka charakteryzowała zespół. SYL to płyta zdecydowanie prostsza i powiedziałbym, że przyziemniejsza niż wspomniane City. Nie znaczy to, że jest zła. O ile City to była potężna machina siejąca zniszczenie na swojej drodze, o tyle SYL jest niczym bójka w ciemnym zaułku (na dużą skalę) – na swój masochistyczny sposób piękna. Ten album aż kipi prymitywną energią i agresją. Począwszy od wzniosłego wstępu w postaci Dire, który zgrabnie przechodzi w Consequence, zespół „gwałci” słuchacza za pomocą dźwięków przez najbliższe kilka minut. Wraz z Relentless i Rape Song poziom natężenia dźwięków i agresji rośnie sprawiając, że czujemy się jak student europeistyki pobity przez miastowych tubylców w czteropaskowych strojach ludowych. Nie pomaga tu nawet spokojniejszy Aftermath, bowiem bujający Devour znów sprowadza boleśnie na ziemię i kopie po ryju. Podobnie pędzący Last Minute, przepotężny Force Fed (chyba mój faworyt) czy krótki acz konkretny Dirt Pride. Na osobne zdanie zasługuje wieńczący Bring On The Young – spokojny, mroczny, który nagle i w najmniej oczekiwanym momencie wyjawia swoje prawdziwe, drapieżne oblicze. Do tego dochodzą wspaniałe klawisze na końcu, portal do innego świata – miazga.

I see devastation and I’m ready to BURN! 

Jednak na tej płycie najbardziej urzekają mnie wokale – to co Devin robi ze swoim głosem to mistrzostwo świata. Z niebywałą łatwością „przerabia” całą skalę wokaliz, jakie może wydać z siebie człowiek. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Devin przechodzi ze spokojnych, melancholijnych wręcz wokaliz do krzyków, growlów, skrzeków. Do dziś mnie to zadziwia i uważam go za jednego z lepszych wokalistów.

The machine, machine that burns for war 

Mimo tego, że SYL nie jest uważany za najlepszy album Devina & co, to jest to najbardziej mroczny i stąpający po ziemi krążek – jest to krótki (39 minut), ale konkretny pocisk, który nie każdemu przypadnie do gustu (brak solówek robi swoje), ale jak najbardziej wart słuchania. Na dziś to tyle, niedługo Alien a następnie The New Black i możliwe że debiut 😉

 

Reklamy

I’m riding sound waves like Posiden

Posted in Overseer with tags , , , , on Styczeń 23, 2012 by kubeusz

OVERSEER – WRECKEGE [2003]

1. Slayed
2. Stompbox
3. Supermoves
4. Velocity Shift
5. Horndog
6. Meteorology
7. Aquaplane
8. Doomsday
9. Basstrap
10. Sparks
11. Never
12. Heligoland

„O kurwa, ale to jest zajebiste” – takie słowa padły z mych ust, gdy pierwszy raz przesłuchałem ten album. Dziś będzie o płycie Wreckege, która wyszła spod ręki Roba Overseera, którego niektórzy mogą kojarzyć z soundtracków do filmów (Animatrix, Snatch), czy gier (NFS Underground). Ale przejdźmy do konkretów tak, jak to robi Wreckege.

Zaczyna się całkiem spokojnie, bo kroczącym Slayed, który jest swoistym manifestem nijak zwiastującym to, co jest przed nami. A czekają nas same świetne rzeczy; płyta aż kipi od pomysłów i jest jedynym w swoim rodzaju kolażem gatunkowym. Praktycznie każdy numer jest inny, tzn. nie brzmi to jak jakaś chujowa składanka zasmarkanego gimbonauty, tylko jest to wytrawny zbiór utworów, niczym wieczerza składająca się z 11 dań, które często stworzone są z podobnych, lub nawet z tych samych składników, podana jednak w różnych proporcjach i z różnymi przyprawami. Dzięki temu możemy trafić na dania, w którym częścią główną jest gitarowe granie, a wszelkie inne elementy są ozdobą (Stompbox -solidny cios w ryj;, Slayed). Niekiedy jednak i te elektroniczne dodatki mogą mieć swój większy udział w potrawie – np. w Doomsday, istnym formowaniu armii na dzień zagłady. Apetyt rośnie w miarę jedzenia; włączamy Supermoves czy Velocity Shift i wywracamy wszystko na drugą stronę – to muzyka, która z powodzeniem mogłaby znaleźć się na płytach The Prodigy czy The Crystal Method. Mało? Odpalamy Horndog, Basstrap, a tam całkiem miły dla ucha rap, podobnie jak w przedostatnim na płycie zatytułowanym Never – z hiphopowych wałków ten jest chyba najlepszy. Jest przepotężny w swoim muzycznym minimaliźmie. A to nie wszystko, co można znaleźć na tym bogatym krążku. Meteorology, Sparks czy wspaniały Heligoland to klimatyczne i spokojne wałki pozwalające oderwać się od świata, kojące duszę. Możemy również poczuć papierosowy dym i zapach whiskey jakiegoś obskurnego pubu w Aquaplane.

Rozpiętość gatunkowa ogromna; wydaje się, że to nie możliwe, aby płyty słuchało się przyjemnie, bez uczucia „oderwania od siebie”. Jednak Rob Overseer sprawił, że wszystko spina niewidzialna nić, dzięki której krążek wchodzi bez popity już od pierwszych sekund i zaskakuje co kilka chwil. Czekam na więcej ale coś się doczekać nie mogę, bo Wreckege pochodzi z 2003 roku. 😦

The Call Of Cthulhu

Posted in Ungl'Unl'Rrlh'Chchch with tags , , on Styczeń 10, 2012 by kubeusz

 UNGL’UNL’RRLH’CHCHCH – UNGL’UNL’RRLH’CHCHCH [2003]

1. Deep Engulfing Ancient Evil Chambers
2. The Colour Out of Space
3. Cthulhu Fhtagn
4. Azathoth
5. Ungl’Unl’Rrlh’Chchch

Witaj wędrowcze, witaj w Innsmouth. Chciałbym Ci powiedzieć, że miło Cię tutaj gościć i chciałbym Ci życzyć mile spędzonego czasu w naszym portowym miasteczku. Niestety nie dane będzie zaznać Ci spokoju, snując się leniwie będziesz czuł lekki niepokój, jakiś nieznany strach, cały czas będziesz odnosił wrażenie że ktoś patrzy na Ciebie z tyłu, a gdy się odwrócisz – nie zobaczysz nikogo. Mimo wszystko na początku będziesz kroczył pewnie ulicami tego miasta, jednak co jakiś czas nieznane uczucie zawładnie Twoim ciałem i w kilka chwil staniesz na granicy obłędu by za chwilę znów wrócić do normalnego stanu. Od tego momentu nic nie będzie takie same, będziesz coś wyczuwał, w powietrzu, w otaczających Cię budynkach, nie będziesz w stanie tego nazwać, jednak będziesz czuł to COŚ. Nie bój się, dane Ci będzie tylko kilka razy doznać tego uczucia, nie masz się czego bać, bowiem to nie jest nic strasznego. Nic, w porównaniu z tym co czeka Cię na końcu wędrówki, już czujesz się gorzej? Nie martw się, niedługo minie to uczucie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, podobnie jak wszystkie inne Twoje lęki gdyż na końcu spotkasz się…z Wielkim Przedwiecznym, w najmniej spodziewanym momencie, gdy będziesz już pewien że najgorsze minęło – najgorsze dopiero się ukaże. Kilka krótkich chwil, w ciągu których doznasz uczuć jakich nigdy nie doznałeś, pojmiesz coś czego nie da się pojąć a Twoje serce ze strachu omal nie wyskoczy z piersi…a później? Później albo zginiesz, albo dołączysz do Ezoterycznego Zakonu Dagona aby Mu służyć.

Pamiętasz pewien domek na wrzosowisku? Miejsce nie wyróżniające się niczym szczególnym, które nagle zaznało daru urodzaju? Chodź, obejrzyj teraz to miejsce, przespaceruj się wśród popiołów, spojrzysz na puste domostwo. Wszystko pozostawione w nieładzie, żaden sprzęt nieruszony od wielu, wielu lat. Przespaceruj się po tych pomieszczeniach, usłysz ból i krzyk za każdym krokiem gdy stąpasz w tym miejscu, obejrzyj miejsce gdzie kiedyś był sad pełen urodzajnych drzew owocowych. Poczuj ten niepokój, dziwne uczucie, którego nie umiesz wyjaśnić, podobnie jak nie jesteś w stanie wyjaśnić wydarzeń, które tutaj miały miejsce. A następnie podejdź do studni, podejdź i spójrz…i poczuj strach jakiego jeszcze nigdy nie poczułeś.

Czy masz odwagę wziąć udział w narkotycznym tańcu bezkształtnych bogów-tancerzy wokół Ślepega Boga Idioty? Wokół najpotężniejszej istoty we wszechświecie? Azathotha? Masz odwagę wsłuchać się w opętańcze bębny wygrywane przez jednego z jego sługów i w melodię jego opętańczego fletu, którego melodią jest zdolny do tworzenia i niszczenia wszystkich tworów? Spróbuj, zatrać się w tym tańcu na wieki i zbliżaj się do szaleństwa z każdym krokiem…

Skoro wytrwałeś aż tyle, to teraz przychodzi pora na wielki finał i przełom w historii ludzkości. Będziesz świadkiem czegoś niewyobrażalnego, zobaczysz na własne oczy rytuał przyzywania Wielkiego Przedwiecznego, to będą Twoje najstraszniejsze chwile. Zatracisz się w tym rytuale a na końcu spotkasz się z Wielkim Przedwiecznym Cthulhu, a później?

Ostatnie chwile jakie zapamiętasz to obraz niszczonego świata, zagłada takiego jakiego go znamy, nie potrwa to długo, a później nastanie nowy porządek i nowe panowanie. Panowanie Cthulhu.

%d blogerów lubi to: