Archive for the Sonic Violence Category

You’re not allowed to look at me

Posted in Sonic Violence with tags , on Luty 13, 2012 by pandemon777

SONIC VIOLENCE – TRANSFIXION (1992)

 

1. Asphyxia

2. Mind-Field

3. Factory

4. Torment

5. J.F.R.O.

6. Drill

7. Malice

8. Catalepsy

I can’t pound people into the floor with guitar solos.

Dwa basy, dwie perkusje, zdehumanizowany wokal i pięć ton nienawiści – panie i panowie, przed wami Sonic Violence. Zespół ten niestety długo nie zagrzał miejsca na scenie muzycznej, ani też nie pozostawił jakiejś imponującej spuścizny po sobie, ale to co zostało nagrane po tym szyldem jest świetne i nie chciałbym widzieć w przyszłości Sonic Violence pokrywającego się coraz większą warstwą kurzu i zanikającego za horyzontem sterty wydawnictw industrialnych-wannabe miernot.

Ich debiut Jagd był wypełniony po brzegi nieprzyjazną muzyką, ascetyczną i możliwie najprostszą w formie, surową i brudną w brzmieniu, posiadającą niebywale militarny, wojenny wręcz charakter. Dominowała sekcja rytmiczna wysunięta na pierwszy plan, potężne, marszowe rytmy monotonnie dudniące przez cały album, do tego zaniżone i pulsujące gitary basowe, oszczędne w słowach liryki, a po przesłuchaniu całości człowiek czuł się jakby został obity po twarzy… i błagał o więcej. Przyznam szczerze, że ich debiut, pomimo owej monotoniczności i braku zróżnicowania, słuchałem w naprawdę sporych ilościach. Gdyby mnie kiedyś wysłano na wojnę, to przed pójściem na front chciałbym posłuchać tego albumu żeby się odpowiednio nastroić.

Na drugiej płycie Sonic Violence jednak lekko zmienili kierunek muzyczny. Zachowali co prawda swoje elementarne cechy, czyli grać jak najintensywniej się da, ciężko, przytłaczająco, oszczędnie w formie, nie zmniejszając przy tym siły przekazu. Wciąż było też słychać inspiracje obecne na Jagd, czyli Laibach, pierwsze płyty Killing Joke, jednak panowie postanowili się odciąć od stricte metalowych wpływów na rzecz bardziej fabryczno-elektronicznych brzmień przywodzących na myśl dokonania prekursorów industrialu Throbbing Gristle. Album otwiera wycie syreny, a jak wiadomo, kiedy syrena wyje to „wiedzcie, że coś się dzieje”. Wchodzi potężny, marszowy rytm i równie prosty co gwałcący bas, co stanowi esencję Asphyxia i tego co Sonic Violence prezentował na debiucie. Jest to też zarazem ostatni numer, na którym zespół obraca się w estetyce poprzedniej płyty, zaś z każdym kolejnym numerem się od niej odżegnuje, w sporym stopniu zastępując gitarową ścianę dźwięku, różnego rodzaju hałasami i odgłosami. Factory (celny tytuł) chodzi niczym powolny młot pneumatyczny, konsekwentnie przekształcając na zbitą miazgę wszystko co znajdzie się w jego zasięgu, Torment ze swoim trybalnym rytmem, jak żaden inny utwór brzmi jak żywcem wyjęty z wczesnego Killing Joke i przepuszczony przez industrialny filtr. Z kolei J.F.R.O. – mój osobisty faworyt na płycie – jest chyba najbardziej odrealnionym numerem na Transfixion, który po niepokojącym, surrealistycznym intrze i nawałnicy masywnych i mechanicznych rytmów, w końcówce przekształca się w monumentalny wręcz, psychodeliczny odjazd. Słuchanie tego na słuchawkach naprawdę daje poczucie wejścia w inny świat. Ostatnie trzy uderzenia w postaci Drill, nieco przebojowego (jak na tego typu muzykę) Malice i Catalepsy znowu sprowadzają słuchacza na ziemię i wprowadzają spowrotem w mrożący krew w żyłach fabryczny klimat.

Transfixion tak samo jak debiut jest dawką potężnych rytmów i przytłaczającej, nieprzyjaznej atmosfery i uzależnia w tym samym stopniu, będąc przy okazji jedną z najoryginalniejszych płyt z (niekoniecznie metalowym w tym wypadku) industrialem. Zdecydowanie warty wygrzebania z podziemnych czeluści. Dla fanów mocnych, muzycznych wrażeń, rzecz obowiązkowa.

Reklamy
%d blogerów lubi to: