Archive for the Jean Michel Jarre Category

Oxygene

Posted in Jean Michel Jarre with tags , , on Luty 5, 2012 by kubeusz

 JEAN MICHEL JARRE – OXYGENE [1976]

1. Oxygène Part 1
2. Oxygène Part 2
3. Oxygène Part 3
4. Oxygène Part 4
5. Oxygène Part 5
6. Oxygène Part 6

Rok 1976 to był dobry rok dla muzyki elektronicznej. Wtedy to światło dzienne ujrzały albumy takie jak „Stratosfear” legendarnego Tangerine Dream, „Moondawn” nie mniej legendarnego Mistrza – Klausa Schulza, czy „Albedo 0.39” wspaniałego Vangelisa. W tym samym roku pewien francuski muzyk wydał swój – co prawda trzeci – album, ale pewnie był to pierwszy, który przyniósł taki rozgłos i sprawił, że na stałe zapisał się w historii muzyki.

Różne rzeczy można mówić na temat dzisiejszej kondycji muzycznej Jean Michel Jarre’a oraz płyt, które wydaje (a raczej nie wydaje). Jednak dziś odcinamy się od tych zarzutów i odpływamy w zupełnie inny świat. Świat wykreowany przy pomocy dźwięków na albumie Oxygene. Pierwsze, co uderza słuchacza to brzmienie bardzo czyste i przejrzyste, a zarazem ciepłe i sprawiające wrażenie, że otacza słuchacza. Dźwięki dosłownie wylewają się z głośnika wypełniając całe pomieszczenie. Spokojnie, bez pośpiechu, ten monolityczny ocean dźwięków z każdą chwilą ukazuje coraz więcej swojego bogactwa. Ta muzyka płynie, a my razem z nią, zagłębiając się w ten głęboki świat kosmicznych tonów. Wędrujemy po muzycznych plamach, raz za razem atakowani przez futurystyczne tony dosłownie przetaczające się przez środek umysłu. Do tego dochodzi masa wspaniałych melodii, które na długo pozostają w pamięci i uparcie kołaczą po głowie nie opuszczając jej (szczególnie część druga i czwarta). Ale kto by chciał zapomnieć o takiej muzyce, muzyce przez duże M.

Cały monolit został podzielony na 6 części, chyba tylko po to, aby jasno określić, które fragmenty muzyk będzie grał na koncercie, bo słuchanie tego albumu w kawałkach jest karygodnym błędem. Piękny album, piękna muzyka, szkoda tylko, że wielu ludzi twierdzących, że słucha muzyki elektronicznej zna tego Pana „piąte przez dziesiąte”. A przecież Oxygene zawiera potężną dawkę wspaniałej muzyki. Nie pozostaje nic innego, jak tylko krzewić uwielbienie do tego albumu. A coś w tym musi być, skoro JMJ poznałem za dzieciaka między innymi za sprawą Oxygene i słucham go do dziś. A teraz najwyższa pora zażyć kolejną dawkę tlenu, z nastawieniem na części I-VI 😉

%d blogerów lubi to: