So all hail the new flesh

STRAPPING YOUNG LAD – CITY [1997] 

1. Velvet Kevorkian
2. All Hail the New Flesh
3. Oh My Fucking God
4. Detox
5. Home Nucleonics
6. AAA
7. Underneath the Waves
8. Room 429
9. Spirituality

Devin Townsend to bezwątpienia jedna z barwniejszych postaci muzycznego świata. Człowiek, który zaczynał jako wokalista u Steve’a Vai’a (album Sex and Religion), okazał się bardzo oryginalnym i pełnym pomysłów muzykiem, dającym upust swoim pomysłom w wielu projektach. Do najbardziej znanych na pewno należy Strapping Young Lad, z którym nagrał jeden z najlepszych metalowych krążków, jakie dane mi było usłyszeć – City.

Jak już wspomniałem, SYL to jeden z wielu projektów Devina Townsenda, jednak to, co wyróżnia go spośród pozostałych to fakt, że SYL służył do wyładowania swojego gniewu. A uwierzcie, w tamtych latach Kanadyjczyk chodził wyjątkowo wkurwiony.

City to 40 minut muzyki – niby niewiele, ale jak wiadomo nie liczy się ilość, tylko jakość. A ta jest na najwyższym poziomie. Ten album nie ma słabych momentów, nie nudzi ani przez moment, nie daje nawet ku temu powodów. Tutaj cały czas coś się dzieje, począwszy od intra – Velvet Kevorkian, które w dość brutalny i wulgarny sposób zaprasza nas do środka. A „środek” to już istna uczta dla uszu – to ściana dźwięku. Słuchając tego pierwszy raz byłem dosłownie przytłoczony natłokiem muzyki, za dużo się tutaj działo. Jednak po kilku odsłuchach okazuje się, że całość jest bardzo przejrzysta i mimo tej intensywności jest tam przestrzeń i „sporo powietrza”. Kurwa, głupio to brzmi, ale tak jest naprawdę. Ale niech was to nie zwiedzie – to nie jest muzyka dla cienkuszy. All Hail The New Flesh to prawdziwy cios wymierzony prosto w ryj, a kiedy wydaje się, że „ciężej i mocniej” już być nie może, okazuje się, że to jest jednak możliwe. AHTNF robi ze słuchacza szmacianą lalkę i miota po pokoju jak chce, a im dalej w las, tym lepiej. Pędzący na złamanie karku, pełen wkurwienia do świata Oh My Fucking God to numer, przy którym nawet Szatan zastanawia się, jakie słowa wypluwa z siebie Devin Townsend. Jeśli potraficie wyobrazić sobie siebie leżącego na macie, okładanego pięściami przez Vitalija Kliczko z częstotliwością tabletarki robiącej Cholinex, to macie mniej więcej wyobrażenie tego, co robi ten numer. O takich killerach jak Detox, Home Nucleonics czy Undearneath The Waves nie będę pisał. Wystarczy przeczytać powyższe zdania. Na uwagę zasługuje jeszcze Room 429, zespołu Cop Shoot Cop, który został idealnie zaadaptowany do zimnego, odhumanizowanego klimatu na płycie, oraz nieco spokojniejsze AAA czy Spirituality.

To, co mnie urzeka na tej płycie, to brzmienie i bogactwo dźwięków. Przejawia się to w tym, że słuchając tego albumu już po raz n-ty z kolei w pewnym momencie dostrzegamy nowe, pojedyncze dźwięki, sample, które do tej pory były „nieobecne”, albo schowane gdzieś w tyle, a nagle stały się oczywiste. Sam tak miałem nie raz w okresie, kiedy przez ponad pół roku słuchałem tego albumu dzień w dzień.

Na koniec, napiszę tylko, kogo możemy usłyszeć na tym albumie, pomijając Devina Townsenda dzierżącego gitarę, mikrofon oraz wszelaką elektronikę. Natykamy się na Jeda Simmonsa (Zimmers Hole), Byrona Strouda (3 Inches Of Blood, Fear Factory, Zimmers Hole) oraz Gene’a Hoglana (za dużo by wymieniać), o którym mówi się, że jest perkusistą tak wielkim, jak sam jest. Słuchać i olewać internetowych, napiętych jak struna metalowych omnibusów, twierdzących że to nu-metal bo nie ma solówek (bez których i tak albumu doskonale się słucha i nie zauważa ich braku).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: