I despise each and everyone of you

CHRISTDRIVER – EVERYTHING BURNS (1996)

1. Mediate

2. Drone

3. You Destroy

4. Virtual Reality

5. Sight

6. Fistful Of Nothing

7. So Much For Passion

8. Clean Eyes

9. The Beauty Of Their Weapons

Christdriver został założony gdzieś w okolicach 1991 roku w Seattle (można powiedzieć, że zespół znalazł się ze swoją muzyką w niewłaściwym miejscu i w najmniej odpowiednim czasie, mając na uwadze ówczesną popularność grunge’u) przez wokalistę/gitarzystę Erica Greenwalta, po rozpadzie jego poprzedniej kapeli Subvert (która na lokalnej scenie w Tacoma cieszyła się podobno całkiem sporym uznaniem), parającej się głównie punkowymi klimatami. Jego nowy zespół jednak przyniósł zmiany stylistyczne – żwawy i szybki punk został zastąpiony mozolnymi i w większości długimi numerami, które jednak posiadały sporą siłę wyrazu.

Rok po wydaniu 7” Sight (Blind ’95) w 1995 roku, przyszedł czas na pełną, studyjną płytę, która obecnie jest znana niestety tylko garstce zwolenników. A szkoda. Christdriver jest kolejnym z zespołów, którego wciągnęła scena gitarowego industrialu, niemniej jednak, mieli własny charakter. Brzmieli bardzo organicznie, nie zaś mechanicznie, w odróżnieniu od wielu zespołów z tego nurtu, nie używali też automatu perkusyjnego, a jako dodatek do swojej muzyki dołożyli wpływy doom metalu spod znaku Sleep – więc tym samym znajdziemy tu więcej niskich, przeciągających się wzdłuż utworów, brzęczących gitarowych i basowych dźwięków, aniżeli ciętego riffowania (choć i tych nie brakuje). Przedsionkiem do tego wypełnionego złością albumu są pierwsze minuty Mediate, rozpoczynającego się złowrogo brzmiącym basem, który wraz z powolnym rytmem pulsuje sobie leniwie, tworząc akompaniament pod cytat z filmu Talk Radio:

I should hang; I’m a hypocrite. I ask for sincerity and I lie. I denounce the system as I embrace it. I want money and power and prestige: I want ratings and success. And I don’t give a damn about you, or the world. That’s the truth: for that I could say I’m sorry, but I won’t. Why should I? I mean who the hell are you anyways you… audience! You’re on me every night like a pack of wolves because you can’t stand facing what you are and what you’ve made! Yes the world is a terrible place, yes cancer and garbage disposals will get you. Yes the war is coming, yes the world is shot to hell and you’re all goners! Everything is screwed up and you like it that way don’t you![…]

Z każdym słowem napięcie narasta, a utwór w końcu przechodzi do zasadniczej części (w końcówce zwieńczony z kolei słynnym cytatem z Pulp Fiction), gdzie gardłowy wokal, przywodzący na myśl Neurosis, wraz z muliście brzmiącą gitarą prowadzą dalszą krucjatę przeciwko zwolennikom słodkich melodii i łatwo wpadających w ucho kawałków. Te elementy również dominują na całej płycie, która w istocie posiada spory groove dzięki wspomnianym wpływom doom czy sludge metalu, a samo słuchanie Everything Burns momentami przypomina ciężką przeprawę przez bagniste tereny.

Zespół gdzieś pod koniec lat ’90 wyruszył w trasę, ale niefortunnie kolejnej płyty nie wydał. Jednak niedawna reaktywacja daje nadzieję na to, że ten stan rzeczy się zmieni, liczę też na wznowienie Everything Burns (pobożne życzenie), bo ciężko go zdobyć na oryginalnym nośniku z tego co zauważyłem. Tak czy inaczej, myślę, że warto polować, bo to naprawdę dobra i zarazem zapomniana pozycja.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: